| nieważne kto, ważne że... |
| biedronki
literki i kropki 2011 lipiec czerwiec luty 2010 październik 2009 listopad październik sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień luty styczeń 2008 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec Stoję na krześle i zrywam z drzewa czereśnie A w małym pudełku trzymam biedronki na szczęście Stoję i nudzę się, stoję i nudzę się Gdy skończy się lato zostawię to miasto, ucieknę Zabiorę kominy, dla Ciebie jedyny, w prezencie Uciekam i nudzę się, uciekam i nudzę się Myslovitz Po niebiesku wieje wiatr Po malutku cicho śnieg spadł Nie minęła chwila a trawom jest już lżej Komar narysował ci znak Słoik świerszczy koncert dał Na widowni kilka par Dziś było wesele i na końcu śpiewał jeż Śmiałaś się jak nigdy do łez Powiedz mi gdzie to jest Powiedz mi gdzie to jest W wydeptanych schodach, w cieniu świec W wyszeptanych słowach Nawet tutaj nie ma mnie, nie ma mnie Na obrazki przyszedł jeż Telewizor chciałby też mieć Wczoraj był zabawny, kwiat przyniósł dziś Miły wieczór, ja i Ty Powiedz mi gdzie to jest Powiedz mi gdzie to jest W zachmurzonych porach, w dziuplach drzew W wyszukanych słowach Nawet tutaj nie ma mnie, nie ma mnie Nie ma mnie, nie ma mnie Ciepłe mleko, słońce zaszło już Świerszcz na dachu siedzi, będzie grał Powiedz mi gdzie to jest Powiedz mi gdzie to jest Myslovitz
|
... pamiętaj, że prawdziwa sztuka nigdy nie bierze się z poczucia szczęścia. pamiętaj, że mówi się wziąć, nie wziąść. czy to dlatego rimabud przestał pisać? męczy mnie to. przejmujący ból, znów. naucz się kochać tych, którym najtrudniej przychodzi wyrażanie własnych emocji. to tak delikatny i grząski grunt. czuję się jak szary kolor. kolor który nie ma swojego miejsca. ta barwa jest tak niesamowita, nie wiem czy mogę się z nią utożsamiać. zginął pod kołami pociągu. jakie to uczucie, podjąć ostateczną decyzję stanąć twarzą do nadchodzącego końca i się nie wycofać? na jakim krańcu bezsensu trzeba się znaleźć. twój głos w deszczowe popołudnie przyniósł tyle zwątpienia i znaków zapytania. i cichego smutku. potrzeba stabilizacji pojawiła się nie nagle. nie da się ukryć, iż się zadomowiła. układa wszysko powoli i wraca do podstaw. zabawne jak wszystko potrafi się pozmieniać, niczym w zawriowanym kalejdoskopie w rękach nadpobudliwego dziecka. a na koniec i tak doprowadzic do punktu wyjścia i jednocześnie do miejsca w którym mniej więcej chciało sie być. a wszystko to niezauważenie. Nuda nie jest już moją miłością. Przystępy wściekłości, rozpusta i szaleństwo – których znam wszystkie uniesienia i klęski – całe moje brzemię jest zdjęte. Oszacujemy bez przesady granice mojej niewinności. myślę że mogę sie spóźnić. mam tę lekką tendencję, kótra pogłebia mi się z każdym kolejnym dniem. komunikacja troszkę szwankuje. dłużej mi to wszystko zajmuje. zawsze się za bardzo boję. każdy koniec końców nas zostawi. dlatego potrzebne jest mi trochę więcej czasu. dlatego sie nie spieszę. dlatego kopię. nieświadomie trochę. bo tylko ludziom którzy po czymś takim wciąż zostają, jestem w stanie zaufać i oddać wszystko. alchemia słowa i wstyd uczuć ksiezniczka-ciemnosci 2011-07-20 19:44:41 skomentuj (1) . b.b.b.b.b.b.b.b.b. taaaaaak. b jest literką na dzisiaj i wczoraj też była na szczycie. ostatnio wspominała odważnych, którzy niegdyś zagrali w jej chorą grę. jeden twardo siedzi w jej głowie i łaskocze. a ją swędzi, swędzi straszliwie, aż zadrapała się do krwi. na pytanie czy warto, odpowiada bez zastanowienia: zdecydowanie. pierwsza rozmowa - głupie dzieciaki, mleko pod nosem. teraz nawet nie pamięta jak to dokładnie było. na pewno jezioro i samochodziki w luna parku. reszta zatarta przez czas. następne spotkanie - nie zwracali na siebie uwagi. ona nie zauważała ukradkowych spojrzeń, które słał w jej kierunku. pewnie byłoby lepiej, gdyby nie wiedziała o nich do tej pory. później to już stało się łatwiejsze. patrzyli sobie w oczy, nie bacząc, czy "oni" to widzą. nie opierali się tej sile przyciągania, którą oboje czuli, chociaż udawali, że jej nie czują. każde widziało w czym rzecz, ale bało się, że widzi jedynie to, co chce widzieć. trochę to zagmatwane, ale chyba to cały urok w tej historii. niepewność w ruchach i słowach. nieśmiały dotyk, kiedy nikt nie widział. jednocześnie zuchwałe zaczepki i cięte riposty, żeby reszta myślała, że za sobą nie przepadają. piękno jednego wieczoru, który nie powtórzy się za szybko. zdawali sobie z tego sprawę i nawet nie próbowali wymyślić pretekstu do spotkania. nie wypadało. ale najważniejsze - wiedzieli, że to niebezpieczne, że to źle się skończy. ale pewne było, że tego chcieli. jak niczego. a teraz ona siedzi i marzy, że zaraz na jej wyświetlaczu pojawi się nieznany numer. puka się w głowę ale nie może powstrzymać pojawiającego się uśmiechu. już dawno tego nie czuła, ale pamięta to uczucie i diabelnie je uwielbia. to jej zakazany owoc. po który sięgnie drżącą ręką, gdy tylko będzie miała okazję. ~k.s.w.m. ksiezniczka-ciemnosci 2011-06-19 22:46:02 skomentuj (0) ... zamieszanie (..) nie wnosi tym razem nic dobrego. nie dotrzymuje obietnic i nie dopuszcza nikogo zbyt blisko. ucieka od znanych świateł, to nie pierwszy i nie ostatni raz. igła wbita głęboko w mięsień i krew rozlana pod skórą, utrata przytomności w miejscu publicznym. po chwili zdasz sobie sprawę że nic cię nie zatrzymuje. wyruszmy przed siebie i proszę cię, nie oglądajmy się. ruszmy na wschód lub południe, szukać życia. zimowe dmuchawce przyniosły krótkotrwałą radość, ulotną niczym rozedrgana bańka mydlana, stworzona przez rozbawione dziecko w jakiś leniwy wiosenny dzień. i jak ten bąbel powietrza rozprysła się pozostawiając uczucie niedosytu. mam dość. stopka wbija się w bębenki, więc głośniej. i jeszcze. do oporu. zabijając wewnętrzną warstwę wrażliwości. mam dość. próbuję się utopić ale nigdy nie mam dość cierpliwości ani uporu. próbuję się podłączyć do prądu ale strzelają korki. mam dość, jestem powodem wszystkich swych problemów. puls jest irytująco stabilny. słyszałeś wieści? nie? włącz internet i dzwoń po przyjaciół. nie będzie mnie. robi się zimno i naiwnie więc zamykam szczelnie okna i drzwi i wyrzucam klucze na szosie. nie jestem niczyim charytatywnym przypadkiem. ksiezniczka-ciemnosci 2011-02-03 15:48:37 skomentuj (0) ... bezproduktywne godziny, lane gorzkim strumieniem nad elektronicznymi i emocjonalnymi układami. irytacja, znużenie, zmęczenie materiału. wciąż to samo, desperacja, deprawacja, dewiacja. wykres sinusoidalny, gdy powinien być stały. znów nie wyszły pomiary i przepaliła swój bezpiecznik. maksymalne napięcie irytacji wstecznej zostało osiągnięte nie przewodzi już prądu. rozcina tchawicę aby móc swobodniej oddychać, opryskuje przy tym monitor swój i elektronika obok. sama elektronikiem nie jest. nie będzie i nie wie co tutaj robi. x tak jak i ona chowa się przemyślnie. (choć w innym miejscu. niech pani to zrozumie.) oboje są bardzo zamknięci w sobie, nie chcą być odnalezieni. tylko najbardziej upartym jednostkom zdarza się z nimi zderzyć. załamane niebo otula ją deszczem, przynosi melancholię. beztroską. beznadziejną. kojąc atak paniki. ksiezniczka-ciemnosci 2010-10-25 23:54:01 skomentuj (0) ... bohaterowie się nie rodzą. bohaterowie się stwarzają, bądź też są stwarzani, forma bierna, choć udział jak najbardziej aktywny. przez przymus, sytuację, wypadek. leży na zaczarowanej wyspie ogrzewając dłonie kubkiem, kupionym przez słoneczny przypadek, wypełnionym czarnym płynem o orgazmicznym zapachu. słowo 'albo' jest jej toważyszem i zastępuje nieznaną prawdę i zgwałconą łatwowierność. wita ją znów brak ścieżki i droga do Nikąd. Nikąd skądinąd wita ją jak zawsze lekko i przyjaźnie. tak jak każdy stęskniony przyjaciel. absurdalna samotność i tęsnota za nieznanym wygrzewają się razem ze sztuczno-blond włosami targanymi wiatrem, podczas gdy po raz milionowy przemierza tak dobrze znane ulice, zaułki, podwórka. w pustym parku na starej huśtawce, przypatruje się spadającym liściom. całkowity brak refleksji, czysty byt, mogłaby podbiec i złapać jeden z nich, przynosi to szczęście, tak kiedyś usłyszała. ale teraz uważa że żółte liście, jak żółty śnieg, nie przynoszą nic. ksiezniczka-ciemnosci 2010-10-11 00:21:59 skomentuj (2) .. jesień odzyskała dawny zapach ucieczki pośród deszczu, od nielubianych zajęć. od dramatów. od emocjonalnych przesileń. pierwszy raz od niepamiętnych czasów nieprzemakające buty. ale tak już z przyzwyczjenia kulę się i kładę stopy na grzejnik, cichy śpiew, pachnący na niebiesko. gładko opadam na stany przykaloryferowe egzystencji. zapadając sie coraz głębiej w fotelu wykopuję wszystkie troski spoza zasięgu nadpsutego wzroku i owijam się ciasno folią aluminiową. ale ty rozsiadłeś się jeszcze wygodniej w tylniej częsci mojej głowy. nie wiem jak to zrobiłeś, skoro jeszcze niedawno zachowywałam się normalnie. jak na mnie. cudzy sen. ludzie upośledzeni emoconalnie się tego boją, unikają tego. więc czemu za każdym razem kiedy cię czytam, i kiedy cię czuję i nie czuję nie mogę nic na to poradzić? przerażające. śmiejesz się, niezły ze mnie bałagan, zawsze mi wybaczasz. nigdy nie jesteśmy poważni. nigdy nie jesteśmy na poważnie. a przecież wiek zobowiązuje. "uwielbiam zdzierać z siebie skórę, tracę wtedy warstwę, która cię potrzebuje" ksiezniczka-ciemnosci 2009-11-16 19:24:43 skomentuj (0) ... nigdy, a tak na prawdę zawsze. i nic tego nie zmienia. wiatr wieje w różnych kierunkach, woda podmywa fundamenty, a jednak w otoczeniu tego wszystkiego, choć to dość trudne, wyciągam przed siebie dłoń, bo chcę pochwycić ale nie. nie da się. tak proste, tak prawdziwe, tak bolesne. jestem zdeterminowana, przeterminowana i zdelegalizowana, przetrawiona i przyciągana przez rzeczy, które większość odstręczają. odrzucam i odpycham, niewielu odwiedzających zatrzymuje się na dłużej. fascynująco nieciekawe. jak dworzec kolejowy, który ukochali sobie bezdomni, narkomani i gołębie. którego odór i wewnętrzna zgnilizna odstręczają podróżnych, przed postojem i wypiciem kawy. głowa wypełniona gorszącymi, bulwersującymi marzeniami, osierocona, zagubiona, z pogwałconym systemem wartości. pomiędzy przemokniętymi ścianami sponiewieranego istnienia. zasłużyłam na to wszystko, więc tylko czasem narzekam. a jestem w tym nadzwyczaj dobra. ten sam zapętlony motyw piosenki, wygrywany przemarznietymi palcami. za każdym razem pomyłka, za każdym razem w innym miejscu. kiedyś się uda. pełni nadziei ogrzewamy się jej ciepłem. muzyka tego głosu gdzieś tam nieustannie gra, pomiędzy szelestem dnia codziennego. przywykłam. bo szczęście nie jest szczęściem, jeżeli nie towarzyszy mu koza grająca na skrzypcach. ksiezniczka-ciemnosci 2009-11-02 11:27:38 skomentuj (0) |
różne robaczki aqb & kokoart last.fm moje biedronki Vesoła Nevannon Piszczka Miśka & Deed Poziom :) Jówka Stro Gej Nowopolski Bobek Bazylek Ręka wieczności Siostra Frezer Madzia Sylwia Dorota Kasia Hotridersss |